
Kilka dni temu spotkałam klientkę, której nie widziałam całe wieki. Dosłownie – poprzednie stulecie dzwoniło, pytało, gdzie ona.
No ale jest! Stoimy, gadamy, klasyczne „co tam?”, „a co u Ciebie?”, czyli small talk na pełnej prędkości.
No i w tym klasycznym „co tam” mówię jej, że kończę właśnie moją aplikację – Focuszen. Na telefon, premiera 22 kwietnia. Jeszcze chwila i lecimy z koksem. A że jestem podekscytowana, to zaczynam opowiadać o wszystkich funkcjach: skupienie, wyciszenie, mikromedytacje, planowanie z głową, zero bullshitu. Opowiadam, gadam, nakręcam się, aż nagle orientuję się, że chyba mówię bez przerwy od siedmiu minut i bez oddychania.
A ona patrzy na mnie, uśmiecha się szeroko i mówi: ,,Cudownie! Będziesz kolejnym Elonem Muskiem!”
…i w tym momencie mój mózg się zaciął jak stara płyta.
Zamrugałam. Pokiwałam głową. Ale w środku?
W środku mała wersja mnie z kubkiem kawy w ręku zaczęła się nerwowo śmiać i powtarzać:
„Czy to był komplement… czy znak, że czas zapisać się do psychiatry?”
Bo wiecie… Elon Musk. Geniusz czy szaleniec? Granica cienka jak kabel od ładowarki.
I tak sobie od tamtej pory siedzę, patrzę w ścianę i pytam sama siebie:
Czy właśnie zaczynam wielką karierę?
Czy właśnie zaczynam wielką terapię?
A aplikacja? Focuszen.
Już niedługo. Na telefonie.
Bez rakiet, bez Tesli.
Ale z dużą dawką ogarniania rzeczywistości.
Pozdrawiam
Ange

Dodaj komentarz